Ponad 100 osób odpowiedziało na zaproszenie Towarzystwa Przyjaciół Wielunia i w niedzielne popołudnie 8 października wzięło udział w spacerze śladami wieluńskiej cukrowni. Fabryka cukru skończyła swoją działalność 20 lat temu.
Inicjatywa była dla wszystkich chętnych doskonałą okazją, by namacalnie poczuć ducha historii dzielnicy, której życie przez dziewięć dekad wyznaczał rytm pracy cukrowni. Wybudowana na gruntach wsi Niedzielsko fabryka została uruchomiona w roku 1912, a kończyła działalność już w granicach Wielunia w 2003 roku.
O dziejach okolicy i losach ludzi z nią związanych pasjonująco opowiadał Adam Ustyniak, znawca i popularyzator historii cukrowni i Niedzielska. Po historycznym parku, w którym znajdują się jedyne w Wieluniu drzewa o statusie pomników przyrody, oprowadziła uczestników spaceru znawczyni przyrody Lidia Ostrowska.
Na temat architektonicznych walorów kompleksu pofabrycznego i jego współczesnych losów mówił z kolei Zbigniew Rybczyński, wiceprezes Towarzystwo Przyjaciół Wielunia, inicjator niedzielnego wydarzenia. Na jego też prośbę uczestnicy spaceru uczcili symboliczną minutą ciszy zmarłego 19 września br. Zbigniewa Rasiewicza, autora kronik Cukrowni Wieluń, której był pracownikiem.
Niedzielny spacer historyczny był jedną z odsłon projektu pod nazwą „Odkrywamy wieluńskie dziedzictwo przemysłowe”, na który TPW otrzymało dofinansowanie z budżetu Powiatu Wieluńskiego.
Ja dużo rzeczy robię dla przyjemności. Choduję nutrie, kwiaty. W sumie bardzo dużo kwiatów choduję, jak prawdziwa niemiecka ciotka. Dzwonię do babci. Ale w Wieluniu dla przyjemności się grozi ludziom i odwiedza zamknięte cukrownie. No cóż.prawdziwa Polska.
Nazwisko mojego ojca kończy się na -ski ma herb, ale nie jestem prawdziwym Polakiem z Wielunia. Takim, co to Klaudię dojeżdża w każdą sobotę. A w niedzielę do plebana. Wczoraj było czytanie z Mateusza o rodowodzie Naszego Pana.Ale Wielunianie się w tym czasie po cukrowniach włóczą.
Kiedyś mnie Pani poprosiła, żebym jej ciało syna zwrócił. Zwróciłem jej co po nim zostało. Kawałek języka.
Zaniosłem jego włosy matce i połoyłem pod drzwiami. Do tej pory mnie to bawi.
jeden mnie prosił, żebym mu nie wyrywał włosów. Nie spełniłem tej prośby.
Ja dostałem kilka strzałów w czaszkę. Niezbyt ciekawie to się dla napastników skończyło.
Taka ciekawa informacja. Jak znajdują czaszki, nawet sprzed tysiąca lat to mają wszystkie zęby. No kto by pomyślał, że cukier niszczy zdrowie. Cyba tylko ci, co w Covida wierzą.
Nic dziwnego, że PiS ma w Wieluhniu 36% poparcia. Jak zwiedzacie cukrownie. Zamknięte do tego.
kto jest prawdziwym Polakiem? Taki, co odwiedza polskie cukrownie?
Nie każdy wie, ale kobiety nawet do samej śmierci noszą peruki, jak stracą włosy. WYgląda to śmiesznie, ale cóż poradzić. Słyszałem, że nawet jak kobiety z obozów wypuszcali to prosiły o kosmetyki, żeby dobrze wyglądać.
Zwykle sobie myślę, co nutriom dać do żarcia i jak pomóc drugiemu człowiekowi, ale ja jestem z Sępopola, nie Wielunia.
Widziałem sterty buraków przeznaczonych do cukrowni. Setki ton. Ale nigdy sobie nie pomyślałem. Ej, jest niedziela. Co dzisiaj porobić? Aa, sobie cukrownię odwiedzę.
Ja na studiach zwiedzałem zamykany browar. Ale ja mam cukrzycę.
Oo, mam pomysł na wycieczkę dla staruszek. Śladami tupecika. Zwiedzimy zakłady perukarskie przy szpitalach.
czy Pan Profesor Religa jest prawdziwym Polakiem? Co to w ogóle za nazwisko. Jakieś niemieckie, albo ukraińskie. Nazwiska prawdziwych Polaków kończą sie na -ski.
czy Maria Skłodowska jest Polką? Pewnie nie, wyszła za Francuza. 2 Noble nie wystarczą w Wieluniu, żeby być Polakiem, bo Noble Szwed wymyślił.
Czy Pan Generał Sosabowski, odznaczony Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari jest prawdziwym Polakiem? Urodził się na Węgrzech. To pewnie nie. Zwłąszcza, że bronił Holandii;
W Wilczym Szańcu chodziłem po bunkrach. Ale ja nie jestem prawdziwym Polakiem. Chciałem prochy dziadka z wąsikiem pooglądać.
Zwiedziłem kilka obozów koncentracyjnych. Taki żarcik. Jak się nazywa bagaż Żyda. Majdanek. Sterty włosów, piece. No takie przyjemne sprawy. Tam, gdzie Adolfa próbowali zabić też byłem. Bardzo ładne miejsce, obok Kętrzyna..
Jak byłem w Stoczni Gdańskiej to oglądałem suwnice. Tam rzeczywiście kobiety, jak Anna Walentynowicz musiały pracować. To malutkie klatki. Ale co taki Niemiec, jak ja może wiedzieć o prawdziwej Polsce. Tylko tyle, co mu jego pełnomocnicy z Bonn powiedzą. Prawdziwi Polacy mieszkają w Wieluniu i sprzedają kopy z półobrotu.
To jak Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Uwaga, udajemy się na wędrówkę po zakładzie przemysłowym. Gdybym był trochę bardziej głupi to sam bym takie wycieczki urządzał. Śladami Wielkich Wielunian. Raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy (to dla dzieci). Ilu Polaków zginęło na Westerplatte.
Towarzystwo Przyjaciół Wielunia. Aż się uśmiechnąłem. Chyba się zapiszę. Wódz z tupecikiem też jest członkiem? Byśmy sobie na gale pedofilów chodzili.
Już wyzaliles się?to idź tabletek się nazryj bo ci już odbiło calkiem